| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
AAAA Nowy adres
BLOGI
BLOXY
FBA - FAJNY BLOX ALLIANCE:
GAZETY I INNE:
LANDSCAPE:
MIASTA
MOJE:
NATURA 2000:
PRZYDATNE
PRZYRODNICZE:
ROŚLINY
RZECZNE STRONY
TURYSTYCZNE i INNE
WARSZAWA
Z
Tagi

sobota, 22 grudnia 2012
działkowcy

w sumie podobają mi się ci ludzie z rozmowy w dużym formacie. zupełnie nie kumam o co im chodzi z tymi kryształami, jakieś to dziwne. dalej w rozmowie jest o tych kryształach, ale to już nie ma zdjęciu. natomiast to, że można mieszkać na działkach, bez kredytu to już pisałem i to uważam jest super. ja tylko pisałem o możliwości, oni realizują taki styl życia :)

piękne jest też zdanie, że nie trzeba jechać do Nepalu, by medytować. wszystko można mieć na działkach. dziś podróżowanie jest banalnie proste i niezwykle powszechne. każdy gdzieś jeździ, lata, ale mam wrażenie, że większość tych podróży nie wzbogaca ludzi kompletnie o nic. jadą pół świata, ale widzą tylko czubek własnego nosa. zresztą jest piękny wiersz na ten temat:

Można być w kropli wody światów odkrywcą

Można wędrując dookoła świata przeoczyć wszystko 

pewnie tydzień na działkach byłby większym przeżyciem emocjonalnym niż daleki, egzotyczny wyjazd. ciekawe jest też spostrzeżenie na temat pracy. dwie godziny coś się robi, pozostałe to tracenie życia - fajnie powiedziane.

fajna rozmowa, ciekawi ludzie.

nepal

środa, 16 maja 2012
war pigs

brakuje mi takich wyrazistych protest songów w tzw. dzisiejszych czasach.

no warszawska RUTA gra ładnie, ale takich czysto rokowych to ja nie za bardzo znam. parę lat temu były butelki z benzyną i kamienie, ale czy jest coś nowego? w komentkach zarzuty, że CKOD "to był produkt korporacyjny, a ich bunt równie prawdziwy jak banknot trzydolarowy." oraz wątpliwości "taa.... rewolucja... z hipsterami i dziwkami z klubu na czele chyba. Swiat sie skurwił ot co rewolucji nie bedzie. nie u nas." 

Może potrzeba porządnego protest songa...

 

Tagi: muzyka
14:22, tobrze , Utopie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 lutego 2012
też jestem oburzony

w odróżnieniu od Radka Zaleskiego mnie nikt nie prosił o napisanie komentarza na temat pudelekgate, ale w ramach terapii zajęciowej siebie samego prosiłem o napisanie takiegoż komentarza :)

więc napisałem se kolejny troszkę przydługi manifest o tym dlaczego jestem oburzony, dlaczego ten świat jest maksymalnie popierdolony, dlaczego miałem rację, że będzie rewolucja, że to wszystko się rozpiździ i dlaczego miałem rację, że PKB jest chujowe i o ACTA . Jeszcze nie będzie o kozach tym razem.

Patrzę na całe zamieszanie wokół ACTA, czytam wszelkie manifesty wokół tego i też czuję się oburzony. Nie do końca oburza mnie to samo, co oburzonych i mam jednak trochę dziwne odczucie, że to nie oburzeni mają rację, ale znów ja. Ciężki kurna los bycia nieomylnym ;)

Do rzeczy

A. Jestem oburzony na świat, który kręci się wokół celebrytów i na media, które ich kreują.

Cieszę się z głosu zawartego w tym manifeście pudelkowych autorówJest gniew, oburzenie na istniejący porządek. Jest też gniew na celebrytów. To dobrze, bo nowego porządku nam trzeba!

Pudelek słusznie wali: Wydaje się, że niektórzy polscy dziennikarze, a zwłaszcza "celebryci" są już tak oderwani od realiów, w jakich żyją młodzi ludzie urodzeni po 1980, 1985 czy 1990 roku, że ich argumenty są dla tego pokolenia kompletnie z kosmosu. ... Życie wygląda pięknie z modnej winiarni w Konstancinie, albo znad sałatki za 45 złotych na placu Trzech Krzyży. 

Mam jednak wątpliwość czy możliwość komentowania to wolność, o którą nam chodzi:

- Zauważcie - to nie przypadek, że najbardziej przeszkadzają im komentarze w Internecie i Wasza wolność w sieci. Chcieliby występować w mediach w pięknych pozach, w dopracowanych wywiadach i dopieszczonych sesjach jak Kydryński z Jopek w Vivie i nie musieć czytać Waszych opinii na swój temat. Mieć monopol na opinie. Tylko podziw i brak krytyki. Internet to wywrócił, wszystko popsuł. Świat był dla nich tak piękny zaledwie 10 lat temu, gdy nie musieli wiedzieć, co o nich naprawdę myślicie. Prosta możliwość dodania komentarza do artykułu wywróciła media do góry nogami. Tamte czasy nie wrócą, mimo że wielu o tym marzy.

Jest oburzenie na świadomość, że już nie będzie słodko:

co jest prawdziwym powodem protestów i wkurwienia, które wszystkich tak nagle dziwi: Internetowe "piractwo" na własny użytek to dziś jedyny sposób dla milionów młodych Polaków, żeby żyć choć w przybliżeniu podobnie jak ich znajomi z zachodniej Europy. Żeby mieć dostęp do kultury, do rozrywki, żeby móc obejrzeć z dziewczyną film na komputerze. To zresztą problem nie tylko Polaków. To problem całej młodej populacji w Europie, która nie ma szans zrobić takich karier jak ich rodzice i kupić tych samych mieszkań. 

Jest też głębsza myśl na którą nie ma odpowiedzi

Bo istota jest w tym: Co ma do zaproponowania młodym ludziom ta cywilizacja, gdy odbierze im już nawet tanią kulturę i rozrywkę? Ma dla nich dobrą pracę? Perspektywy? Bez żartów.

Rozumiem to wkurwienie. Problemem jest tylko to, że pudelek poza wkurwieniem nie mówi co z tym robić. Zbawieniem ma być zostawienie złośliwego komentarza pod notką o Dodzie. Bez jaj! Pudelku czekam nie na kolejny wkurwiony tekst, ale na manifest. O taki choćby głupi jak mój o marchwi

Od czasu jakiegoś męczy mnie to samo poczucie dotyczące celebrytów. I towarzysząca mu bezradność. Chylińska pobiera od telewizji 20 tys PLN za występ w tym jakimś X-faktorze czy Mam talencie. Można powiedzieć stacja prywatna, może sobie rozporządzać swoimi funduszami i płacić za podobne chałtury po milionie. Te wszystkie błyszczące Ibisze czy Kammele zarabiają podobny hajs za to, że chwilę pobłyszczą. I też niby pieniądz prywatny nic nam do tego. Ale czyż to nie są też i nasze pieniądze. Płacimy im je w cenie proszków do prania, piwa, serów czy słodyczy. Telewizja żyje z reklam, a koszty reklam są ukryte w cenie finalnej produktu. Może i tak działa świat, ale cała branża reklamowa to banda do rozgonienia w pizdu (i temat na kolejny manifest).

Męczy mnie też, że ludzie biznesu zamieniają się celebrytów. Bardzo lubię lodu Grycana, ale na zeusa dlaczego o takich bogatych ludziach nie słyszy się w kontekście takim, że córki Grycana na przykład ratują zrujnowany zabytkowy pałac, fundują prywatny rezerwat czy wspierają ochronę Puszczy Białowieskiej. Dlaczego słyszymy o nich tylko tyle, że polerują podłogi na warszawskich salonach.

Pudelku zacznij swoją rewolucję od ignorowania tych szmaciarzy do kurwy nędzy. Piszcie o ratowaniu puszczy, ratowaniu zabytków dziedzictwa narodowego, a nie o sukienkach córek Grycana. Powiedzieliście a, czas powiedzieć b. Skoro stare media nie ogarniają to wybiła wasza godzina ...

B. Jestem oburzony na istnienie takich nierówności społecznych i że niewielu o tym pisze. Pudelku do roboty!

... W Belgii w najbliższych miesiącach zostaną znacznie obniżone pensje szefów wielkich firm, w których większościowe udziały ma państwo - poinformował minister ds. przedsiębiorstw państwowych Paul Magnette. Magnette ocenił, że istnieją "nieprzyzwoite" rozbieżności między wynagrodzeniami. Wskazał: "Jak wyjaśnić listonoszowi czy kolejarzowi (...), że jego szef zarabia 80 razy więcej?"...

Z lokalnego podwórka: umowa, na mocy której odchodzący prezes NCS Rafał Kapler dostaje ponad pół miliona złotych premii, uzależniała wypłacenie pieniędzy tylko od czasu przepracowanego w spółce. Nie określała natomiast, jak dobrze prezes musiał pracować, by dostać nagrodę. 

Kolejny lokalny przykład: Po prywatyzacji zarobki członków zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej wzrosły o 400 proc! - Prezes ma kontrakt na 80 tys. zł miesięcznie. 

Nóż się otwiera...

C. Jestem oburzony na porządek spraw, gdzie człowiek dał się uwieść ekonomistom, którzy mówią nam, że jedyną drogą rozwoju ludzkości, postępu i dobrobytu jest rosnące PKB i konsumpcja.

Już dawno mówiłem, że PKB to bulszit, a otóż dziś w gazetach (jeszcze starych -> Pudelku do roboty!) mówi się, że można żyć bez PKB.

Nawet polityki w Davos mówią dziś inaczej: Z potrzeby zreformowania kapitalizmu zdają sobie sprawę wszyscy. - W obecnej formie absolutnie nie przystaje on do świata, w którym żyjemy - powiedział Klaus Schwab, główny organizator szczytu w Davos....

D. Jestem oburzony na oburzonych. Bowiem te same polityki też mówią coś ważnego i NIESTETY prawdziwego, że wina nie leży tylko po stronie korporacji, rządów, ekonomistów. WINNI JESTEŚMY MY.

- Reforma kapitalizmu powinna dotyczyć nie tylko korporacji i ich chciwości, ale całego procesu decyzyjnego. Dojście do konkluzji, że obecny system decyzyjny nie jest najlepszy, zajęło Europie aż dwa lata - mówił Ben Verwaayen, prezes francuskiej firmy telekomunikacyjnej Alcatel-Lucent. Jego zdaniem część winy za obecny stan rzeczy ponoszą też sami konsumenci. - Chodzą na zakupy i kupują globalizację, a potem, wracając z dwoma reklamówkami globalizacji, zwracają się do rządów z prośbą o pomoc w przeciwdziałaniu skutkom tego, co sami robią - powiedział.

Bo i prawda to!. Zamiast podążać drogą umiarkowania i marchwi podążają w złą stronę konsumpcjonizmu. Narzekamy na celebrytów, że ich  Życie wygląda pięknie z modnej winiarni w Konstancinie, albo znad sałatki za 45 złotych na placu Trzech Krzyży, ale sami ich hodujemy zamiast powiedzieć im spierdalać! 

W sumie cieszę się z mini rebelii wywołanej umową ACTA. Walka, zryw ten na pewno jest słuszną postawą, ale martwi mnie jednocześnie, że zarzewiem buntu jest taka błahostka jak darmowe seriale. Otóż jest jakiś tam głos w dyskusji o ACTA.

Wiecie dlaczego ściągam seriale? Bo jeśli ich nie ściągnę, to ich nie obejrzę. 

Ja rozumiem, że jak ich się nie ściągnie to się ich nie obejrzy, ale to nie odpowiada na pytanie po co ściąga się seriale. Po co one są potrzebne? Mało natura dała nam piękna? Nie ma drzew od oglądania? Ptaków, źródełek, rzek, krajobrazów cenniejszych niż jakiś obesrany generation kill?

Dalej czytamy: Koleżanka pożyczyła mi spiracone Generation Kill. Nalegała, żebym obejrzała. Przegapiłam w telewizji, a poza tym, Marines w Iraku? To nie jest serial dla mnie. Nalegała. Wcisnęła odcinki. Obejrzałam. Efekt? Efekt: obejrzałam. Kupiłam dvd. Potem Blu Raya, jak tylko wyszedł. W ciemno kupiłam dwie pozostałe miniserie wojenne HBO. Książki na podstawie których te serie powstały. Książkę Ricksa o Marines, potem jego książki o Iraku.

Po co to wszystko kupować? Po co ta masa niepotrzebnych rzeczy? Czy bez seriali nie umiecie dostrzec bratniej duszy???

Przestanę. Stracę jeden temat do rozmów ze znajomymi, samonapędzający się temat rzeka, który prowadzi do rozpoznania bratniej duszy."

Martwi mnie, że gdyby ACTA nie zawierały zapisów o piractwie, to umowa przeszłaby bez echa. Korporacje mogłyby tam przeforsować naprawdę groźne zapisy dla wolności rynku w sferze realnej gospodarki - myślę np. o lekach czy zamiennikach części samochodowych. Pokazaliby (być może) w tv wypowiedzi kilku producentów amortyzatorów, gdzieś między doniesieniem o pyskówce w sejmie, a relacją o otwarciu dachu stadionu narodowego i poszłoby w niepamięć. Nikt by się przejął. Wykreślą więc seriale z ACTA, żeby nie wkurwiać ludzi i podpiszą ku chwale korporacji dymając nas bez wazelinki.

Podążajcie więc drogą marchwi, a nie seriali, bo nawet jak je zostawią w spokoju to i tak czeka nas rewolucja. O tu pan tu pisze, że czeka nas rewolucja

rewolucja

To tyle na dziś. O kozach w następnym odcinku, bo muszę wziąć tabletkę.

i od razu mam już komentarz :)

 

czwartek, 29 grudnia 2011
global hectares (gHa)

According to a 2005 Global Footprint Network report, inhabitants of high-income countries live off of 6.4 global hectares (gHa), while those from low-income countries live off of a single gHa.

For example, while each inhabitant of Bangladesh lives off of what they produce from 0.56 gHa, a North American requires 12.5 gHa. Each inhabitant of North America uses 22.3 times as much land as a Bangladeshi. Of the 12.5 hectares used by the North American, 5.5 is located in the United States, and the rest is found in foreign countries.

According to the same report, the average number of global hectares per person was 2.1, while current consumption levels have reached 2.7 hectares per person.

wtorek, 20 grudnia 2011
Milo Kurtis

była taka rozmowa z Milo Kurtisem w GW o Grecji, o niechęci do Greków, o nazywaniu całego narodu nierobami, leniami, złodziejami i o tym czy żyli ponad stan itp.

rozmowa bardzo fajna i nie mogłem sobie odmówić wklejenia fragmentów.

"Co za lenie ci Grecy"

- Słyszałem charakterystyczną opowieść Polaków, którzy byli na wakacjach na Tasos. Tam obiad się je o dwudziestej, jak nie jest już tak gorąco. Poszli do właściciela pensjonatu: "Podaj nam obiad o piętnastej, zarobisz ekstra". Odmówił: "Ja nie potrzebuję więcej pieniędzy". Byli zszokowani. "Co za lenie ci Grecy!" - mówili. W Polsce panuje skrajny neoliberalizm, który wytresował ludzi do wyścigu szczurów. I nikomu nie przyjdzie do głowy, że jakiś Grek może nie chcieć zarobić więcej. Bo mu wystarcza to, co ma. Jeśli w Polsce rodzina zarabia 5 tys. zł, może za to godnie żyć. Nie musi pożyczać. Ale banki powtarzają w reklamach: po co jeździcie fiatem, jeśli możecie jeździć volvo? Weźcie kredyt! I Polacy się w to wkręcają. A Grek odpowie na to, że nie potrzebuje volvo, woli święty spokój . Uważam, że taki umiar jest cnotą. A tymczasem słyszę, że to lenistwo i życie ponad stan.?

Świat dla bogatych

- 30 tys. zamożnych Greków posiada majątek wart 600 mld euro umieszczony poza Grecją i 50 mld dolarów w samej tylko Szwajcarii. Zarobili i wywieźli kasę za granicę. Grecja ma największą flotę świata, ale zarejestrowaną w rajach podatkowych. Małe kutry płacą podatki. A właściciele wielkich statków - nie. Bo stać ich na prawników i zakładanie fikcyjnych firm w rajach. A powinna być prosta zasada. Chcesz grecki statek ubezpieczyć na Kajmanach? Tak? To spieprzaj na Kajmany razem ze swoim statkiem. Ale zaraz ktoś powie, że tak nie wolno, bo jest wolny rynek...

...bośmy świat urządzili dla burżujów... Zapomnieliśmy przez ostatnie lata, że można dyskutować o kapitalizmie. I że jak ktoś chce temperować wolny rynek, to nie oznacza, że jest komunistą. Nawet eurokraci zaczynają mówić Marksem: że trzeba ograniczyć władzę banków i kapitału.? ...

- Mieliśmy na świecie trzy dekady skrajnego liberalizmu gospodarczego... Politycy oddali całą władzę wolnemu rynkowi i zwolnili się z odpowiedzialności za cokolwiek.

- Jak Ameryka mogła dopuścić do tak szaleńczego rozwarstwienia dochodów. 1 proc. najbogatszych bierze 25 proc. całej puli?! To niemoralne. To zabija w ludziach elementarne poczucie sprawiedliwości.

Będzie dobrze?

- Z Grecją? Na pewno. Jeden z tekściarzy Grateful Dead ma taką teorię: demokracja narodziła się w Grecji i teraz znowu rodzi się w niej coś nowego. Bo dzięki temu kryzysowi wyszły na wierzch wszystkie błędy dzisiejszego systemu: uwiąd polityki, beztroska rządów, wszechwładza finansistów, nierówności społeczne. Jest dyskusja, która budzi Europę do nowego życia.

poniedziałek, 28 listopada 2011
Hiszpania

tiny house

coś dla zakredytowanych ;)

więcej przeróżnych rozwiązań na blogu Tiny House

piątek, 25 listopada 2011
Marchew? Tak, ale...

Wracam myślami do moich prognoz o przyszłości (marchew is the future). Do rozważań o niepewnym jutrze, braku ropy, prądu, żywności i wody. Część z nieprzyjemnych prognoz się sprawdza. Mimo wyjątkowo mokrego lata, ubiegłorocznych trzech powodzi, mimo tego, że wydaje się mamy wręcz za dużo wody, teraz, od trzech miesięcy nie było opadów. Poziom rzek spadł i prawie cały kraj ma stan wód w strefie niskiej. Rolnicy narzekają na suszę i martwią się o przyszłoroczne zbiory. Co gorsze susza może dotknąć 20 milionów ludzi w Europie. Tak, tej bogatej, dostatniej Europie.
Większą mamy również liczbę żywiołów, które kosztowały światową gospodarkę rekordową sumę hajsu. Moje alarmistyczne prognozy trochę się sprawdzają, trochę nie.

Dlatego też, ponieważ tylko głupiec nie przyznaje się do błędów muszę to jasno napisać. Nie miałem racji. Myliłem się. Przyszłość to nie marchew (i topinambur) jak od dawna głoszę. Muszę przyznać się do błędnej prognozy. Jest inaczej - przyszłość to marchew, topinambur i dynie! (w następnym manifeście dodam kozy, ale przecież nie mogę na raz pierdolnąć wszystkich manifestów). Mój sąsiad uprawia dynie. Leży po zbiorach na podwórzu piramida dyni. 200, 300 sztuk. Wielki jak bęben od pralki ręczny szarpak tnie te dynie dla byków, wielkich i groźnych. Jedzą, żyją, rosną na dyniach. Dynie są smaczne, zdrowe, ich nasiona zawierają cenne substancje. W dodatku są ładne. Ładniejsze niż niejeden współczesny gadżet, która zawładnął ludzkimi umysłami. Ale nie tylko z tego powodu dynie to przyszłość.

Spójrzmy na to, co się dzieje. Gospodarka pogrążona jest w ciągłym kryzysie, co gorsza zależnym od jakichś dziwnych ratingów. Żyjemy sparaliżowani strachem przed ciągłym kryzysem. To stan zupełnie jak strach przed wojną w książce Orwella. Czy wojna w '1984' istniała, czy była tylko batem na społeczeństwo? Czy ten kryzys nie jest takim samym straszakiem? Nie znaczy to, że nie ma kryzysu. Kryzys jest straszny, ale nie w tym obszarze, którym straszą nas rządy.

Ropa droższa niż benzyna, benzyna droższa niż parę lat temu. Tej galopady cen nic nie zatrzyma. Nawet technologie, które sprawią, że samochody będą mniej palić. Wystarczy, że połowa Chińczyków kupi sobie auta, a ceny pójdą powyżej 10 PLN//litr. Ceny prądu idą w górę, jak już pójdą to wcale nie będą spadać, podobnie jak frank szwajcarski, który po wstąpieniu na wyżyny jakoś nie chce wrócić do nizin w poziomie 2,20. Ale o zakredytowanych do grobowej deski tym razem nie będzie dużo.

Ceny gazu, węgla idą w górę. Ogrzewanie kosztuje już sporą część naszych budżetów. Dlatego palimy śmieciami. Czy wiecie (szanowni nieliczni czytelnicy) że w Polsce spadła ilość śmieci odbieranych przez firmy śmieciarkowe. Mniej zużywam? Gówno prawda. Lądują w naszych piecach. A efekty są, jakie są. W Krakowie maluchom nie wolno spacerować, bo smog i za duże stężenie wszelkiego świństwa w powietrzu. Miasto kombinuje jak walczyć ze smogiem, ale jedyne, co wydaje się realne do zrobienia, to wprowadzenie zakazu wychodzenia kobiet w ciąży na spacery. Na inne rozwiązania, kontrole nie zgodzi się społeczeństwo, bo to ograniczy wolność, albo są to rozwiązania za drogie.

Pracy nie przybywa i choć propaganda partii opozycyjnej mówi, że może być jej więcej za ich rządów, to jest to tylko marna propaganda. Raz, że nie ma komu kupować rzeczy/usług zrobionych przez taką masę producentów (powiedzmy to głośno - za większością zakupów nie stoją rzeczywiste potrzeby, a zabiegi marketingowe). Dwa, że oni (opozycja) proponują tą samą marną wizję świata tyle, że pod patriotycznym (piłkarskim) sztandarem.

Prawdziwe wyzwolenie od problemów świata, od kryzysu oferuje tylko bowiem moja wizja (słuchajcie wielkiego O'Rety!). To wizja życia z ograniczoną konsumpcją, życia w zgodzie z naturą, a nie wbrew jej, wizja życia bez dyktatu agencji ratingowych, wskaźników PKB i kredytów do grobu. Wizja pracowania, by żyć, a nie życia, by pracować:

* na kredyt, którego równowartość oddajemy w odsetkach bankowi (to pieniądze stracone bezpowrotnie, czy podcierasz tyłek połową swej pensji?)

* na zbyt krótki egzotyczny urlop, który daje namiastkę wolności (ani nie poznamy miejsca dobrze, ani tam wypoczniemy porządnie przed kolejnym rokiem zasuwania w robocie) 

* na niepotrzebne smartfony, które kupujemy, by czytać więcej nieistotnych informacji czy wymieniać się lajkami na fejsbuku (zamiast  mieć prawdziwe międzyludzkie relacje i wymianę myśli)

* na samochody dla których garaże mają większy metraż niż nasze kuchnie czy łazienki

* na benzynę, aby ją spalać w korkach do pracy tylko po to, żeby zatruwać środowisko i spędzać w nich więcej czasu niż mamy przysługującego urlopu

Moja wizja to wizja życia z marchwią, topinamburem i dynią. (w następnym manifeście dodam ‘z kozami’, ale przecież nie mogę na raz pierdolnąć wszystkiego).

Pomyślmy bowiem uczciwie. Po co nam nadmierna konsumpcja. Kupujemy i konsumujemy, a i tak jakieś fiuty z agencji ratingowych powiedzą, że kryzys i nasza siła nabywcza kurczy się jak jaja w zimnej wodzie. Sparaliżowani żyjemy w strachu od kryzysu do kryzysu. Czy to ma sens? Kupujemy, nic to nie polepsza, a przy tym śmiecimy i się trujemy. Czy stać nas będzie na leczenie?

Konsumujemy jak głupi, owszem się bogacimy, ale przyroda i tak pokaże nam nasze miejsce w szeregu. Od banałów typu straty w branży narciarskiej po poważnego kalibru straty w branży petrochemicznej. Wiatr, deszcz czy powódź rozpieprzy wszystko i wrócimy do punktu wyjścia. Tu przyroda rozdaje karty. PKB Australii spadło, bo powódź uniemożliwiła wydobycie węgla.

Konsumpcja stała się religią. Fanatycznym konsumentom wystarczy, że szef Apple pierdnie, a już stoją nocami kolejki w mac-storach po odór w słoikach. Fejsbuk puchnie od komentków, bo wystarczy jak jakiś gość z Appla napisze coś kompletnie nieistotnego i już trzeba o tym mówić i myśleć, żyć tym jakby to było coś piękniejszego od śpiewu kosa (czy ktoś komentuje śpiew kosów na fejsbuku?)

Apple, jabłko, jabłuszko. Być może jabłka smaczniejsze, ale powiadam wam, marchew i dynia równie smaczne :) Marchew nas wyzwoli! (o kozach będzie w następnym odcinku, bo nie mogę przecież i tak dalej)
 


 
1 , 2 , 3